Wybory na Węgrzech: za wszystkim stoi gospodarka

    Wybory na Węgrzech wygrała opozycyjna partia Tisza, która po długich piętnastu latach odsunęła od władzy FIDESZ dotychczasowego premiera Orbána. Chociaż sondaże przedwyborcze faworyzowały opozycję, nie zapowiadały jednak tak zdecydowanego zwycięstwa. Co się stało?

    Wybory na Węgrzech: za wszystkim stoi gospodarka

    Politolodzy jako jedną z głównych przyczyn wskazali rzekomy „rosnący gniew wyborców” wywołany prorosyjskim i antyeuropejskim stanowiskiem rządu. Z całym szacunkiem, nie zgadzam się z tym, ponieważ w sondażach nie zauważyłem zasadniczego zwrotu w tym kierunku: sondaż przeprowadzony latem ubiegłego roku wykazał na przykład, że choć jedna trzecia Węgrów uważa Rosję za największe zagrożenie, to 27% postrzega w ten sposób Ukrainę. Węgry są od dawna (wraz ze Słowacją i Serbią) krajem o najbardziej prorosyjskiej orientacji w wolnej Europie. Nie wydaje mi się zbyt prawdopodobne, aby w ostatnich miesiącach nastąpił tak zasadniczy zwrot w tej kwestii, który zapewniłby Tiszy większość konstytucyjną.

    Ważniejszy będzie drugi z wymienianych powodów – gospodarka. Po długich rządach Orbána znajduje się ona bowiem w niekorzystnej sytuacji: od lat nie odnotowuje wzrostu, a cały region ją wyprzedza. Od końca 2019 r., czyli od ostatniego kwartału przed pandemią, do końca 2025 r., czyli łącznie w ciągu pięciu lat, węgierska gospodarka wzrosła zaledwie o 6%. Cały ten wzrost miał jednak miejsce podczas ożywienia gospodarczego po pandemii w latach 2021–2022: od połowy 2022 r. do końca 2025 r. gospodarka ogółem spadła (!) o 0,3%. Również gospodarka czeska, która od wybuchu pandemii pozostaje najsłabszą gospodarką regionu (w porównaniu z końcem 2019 r. jest dziś większa tylko o 5,3%), w ciągu ostatnich dwóch i pół roku wzrosła o 5%; gospodarka polska wzrosła o 9%, a słowacka o 6%. Różnica między regionem a Węgrami znacznie się zatem powiększa.

    Przyczyn takiego rozwoju jest kilka. Najważniejszą z nich jest nacjonalistyczny, oligarchiczny model gospodarki, który (w łagodniejszej wersji) przypomina model rosyjski i w którym elity gospodarcze nie powstają w wyniku naturalnej selekcji rynkowej, lecz w wyniku selekcji politycznej. Ogranicza to wzrost wydajności i prowadzi do niskiej odporności gospodarki na zewnętrzne wstrząsy (spadek gospodarczy na Węgrzech w czasie pandemii był najgłębszy w regionie) oraz do niewielkiego wzrostu wartości dodanej. Już przed pandemią np. udział krajowej wartości dodanej w eksporcie brutto na Węgrzech był znacznie niższy niż gdzie indziej w regionie: o ok. 5–10 p.p. w porównaniu z Czechami i o 15–20 p.p. w porównaniu z Polską.

    Polityka wewnętrzna i zagraniczna komplikują stosunki ze światem zewnętrznym i osłabiają jeden z filarów, na którym opiera się (oprócz ekspansywnej polityki fiskalnej) węgierski model wzrostu gospodarczego: zagraniczne środki pieniężne. Kwota środków zablokowanych przez Unię Europejską przekracza obecnie 30 mld EUR: 17 mld EUR jest zablokowanych z powodu nieprzestrzegania zasad państwa prawa (z czego 10 mld w ramach programu postcovidowego należy wykorzystać do sierpnia), 7 mld jest wstrzymanych z funduszy spójności, a 15 mld czeka w ramach programu SAFE na zatwierdzenie przez Komisję Europejską (Węgry są jedynym krajem, któremu KE nie wyraziła jeszcze zgody na wykorzystanie środków). Dla porównania: PKB Węgier wynosi nieco ponad 200 mld EUR, zablokowana kwota stanowi zatem prawie 15% nominalnego PKB.

    Już przed pandemią Węgry prowadziły stosunkowo ekspansywną politykę fiskalną – w latach 2016–2019, kiedy to nawet Czechy zdołały osiągnąć zrównoważony budżet lub nadwyżkę budżetową, deficyt Węgier wynosił około 2–3% PKB. W połączeniu z niewystarczająco restrykcyjną polityką pieniężną i znacznym wzrostem płac (10% rocznie w latach 2017, 2018 i 2019) istniało zatem wiele powodów do nasilenia się presji cenowej: inflacja w przededniu pandemii wynosiła znacznie ponad 4%. Wydajność pracy rosła zatem znacznie wolniej (w latach 2016–2019 średnio o ok. 3%) niż koszty pracy (ok. 10% rocznie).

    Po pandemii sytuacja jeszcze się pogorszyła. Znaczny impuls fiskalny w gospodarce, która już wcześniej wykazywała oznaki przegrzania, doprowadził do dramatycznego wzrostu inflacji. Inflacja na Węgrzech wzrosła najwyżej spośród wszystkich krajów UE, osiągając w styczniu 2023 r. poziom 26,1% (dla porównania: czeska inflacja HICP również osiągnęła wówczas swój szczyt i wyniosła 19,1%). Doprowadziło to do uruchomienia spirali inflacji płacowej i gwałtownego wzrostu wynagrodzeń, co dodatkowo pogorszyło relację między wydajnością pracy a kształtowaniem się płac. Presję inflacyjną musiał powstrzymać bank centralny, podnosząc stopy procentowe, które we wrześniu 2022 r. przekroczyły 13%. Sytuacja wprawdzie od tego czasu się unormowała, ale nadal nie jest dobra: węgierski deficyt nadal wynosi 5% PKB (w roku pandemii wynosił 7,5%), stopy procentowe banku centralnego przekraczają 6%, a stosunek wynagrodzeń do wydajności pracy nadal się pogarsza. Powoli zaczyna rosnąć bezrobocie, którego obniżenie z 11% w 2010 r. do poniżej 3% w 2019 r. było największym (moim zdaniem jedynym) sukcesem rządu Orbána.

    W ten sposób Węgry znalazły się w sytuacji, w której niższy PKB na mieszkańca (według parytetu siły nabywczej) w UE mają jedynie Słowacja, Łotwa, Grecja i Bułgaria, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat pod tym względem wyprzedziły je Polska, Chorwacja, a nawet Rumunia. Węgierska konsumpcja na mieszkańca jest najniższa w całej UE. Nawiasem mówiąc, podobne opóźnienie wykazuje również inny dawny tygrys regionu środkowoeuropejskiego, Słowacja, którą podobnie jak Węgry rządzi z krótkimi przerwami już od dwóch dekad ten sam premier, a której model wzrostu opiera się na tych samych zasadach, co model Orbána.

    Wyborcom na Węgrzech skończyła się więc cierpliwość – zamiast straszenia ludzi czy to Ukrainą, czy mniejszościami, chcą widzieć gospodarkę, która nie stoi w miejscu. I to do tego stopnia, że są gotowi powierzyć tę upragnioną zmianę człowiekowi, który jako wierny towarzysz Orbána przez lata przyczyniał się do obecnego stanu rzeczy. Zwycięzca wyborów i nowy premier Magyar pokonał swojego mentora po tym, jak rozstał się z nim po prawie dwudziestu latach. Teraz stoi przed znacznie, znacznie trudniejszym zadaniem: pokonać jego – i swoje – dziedzictwo gospodarcze.

    Wzrost wartości forinta pokazuje, że rynki wierzą, iż to się uda. Biorąc pod uwagę przeszłość Pétera Magyara, jestem znacznie bardziej ostrożny.
     
    Martin Lobotka
    Główny strateg

    Informacja dotycząca opublikowanych artykułów ›