Dolar wkrótce doświadczy kolejnego silnego osłabienia i zaskakujące jest, że już teraz nie jest znacznie, znacznie słabszy. Postawa inwestorów swoją wyniosłością przypomina mi pierwsze miesiące po wyborze Trumpa na prezydenta, kiedy to nie wydawało im się niczym dziwnym oczekiwać wprowadzenia do raju gospodarczego przez kogoś, kogo umiejętności syntaktyczne i leksykologiczne dorównują poziomowi ośmioletniego dziecka. Po miesiącach wypełnionych chaosem celnym, nielegalnymi deportacjami, atakami na kancelarie prawne i uniwersytety, poniżaniem partnerów, groźbami inwazji itp., czyli po miesiącach, w których praktycznie każdy kolejny dzień przynosił coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby skandalem dekady, można zrozumieć, że ostatnie działania Trumpa wydają się być „tylko” kolejnymi krokami na jego drodze do zemsty, ale tak nie jest. Są to działania, które mogą ostatecznie zburzyć i tak już nadwyrężone filary podtrzymujące dolara.
Na początku sierpnia Trump zwolnił szefową amerykańskiego biura statystyki pracy („Bureau of Labor Statistics”) za to, że nie podobały mu się dane dotyczące nowych miejsc pracy. Pomijając fakt, że Trump nie ma zbyt doskonałej wiedzy ekonomicznej, skoro z jednej strony domaga się znacznie niższych stóp procentowych, a z drugiej mści się za dane, które uzasadniałyby obniżenie stóp. Pomijając również fakt, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nie uległa zmianie, wydaje się, że mniejsza liczba nowych miejsc pracy w ostatnich miesiącach jest odpowiedzią na chaos w cłach, który wywołał właśnie sam Trump. Nie można jednak ignorować faktu, że podejście polegające na zabijaniu posłańca złych wiadomości i zastępowaniu go poplecznikiem, który nigdy nie przekaże złych wiadomości, ostatecznie doprowadzi do podobnie zgubnego niedostatku informacji, jak ten, w którym żyli komunistyczni planiści. Z tą różnicą, że niedobór ten dotknie inwestorów. Bez wiarygodnych informacji o kluczowym rynku każda decyzja będzie gorsza, aż w końcu stanie się niemożliwa.
Ostatnią kroplą, która przelała czarę cierpliwości rynków wobec Trumpa, powinien być dzień 25 sierpnia. Amerykański prezydent postanowił bowiem pozbyć się Lisy Cook, członkini Rady Gubernatorów Fed, której mandat miał zakończyć się dopiero w 2038 r., pod pretekstem rzekomego kłamstwa przy składaniu wniosku o kredyt hipoteczny. W ten sposób dotychczasowa presja na Fed, podczas której Trump obrzucał prezesa Fed obelgami typu „idiota”, „głupiec” itp., przekształciła się z wprawdzie nieprzemyślanej, ale wciąż „tylko” werbalnej presji na niezależność banku centralnego w prawdziwy atak. Niezależnie od tego, jak się to skończy, niezależność Fed, a tym samym resztki zaufania do dolara, poniosły kolejny silny cios: ustalanie ceny pieniądza stało się oficjalnie kwestią polityczną.
Lisa Cook będzie się bronić i sprawa najprawdopodobniej trafi do Sądu Najwyższego. Tam, jak pokazuje niedawna podobna sprawa (Trump vs. Wilcox), w której Sąd Najwyższy stosunkiem głosów 6 do 3 wstępnie odrzucił orzeczenie sądu niższej instancji zakazujące prezydentowi bezpodstawnego zwolnienia dwóch powódek (Gwynne Wilcox, członkini Krajowej Rady Stosunków Pracy, i Cathy Harris, członkini MSPB), nie jest wcale nieprawdopodobne, że nie odniesie sukcesu. We wspomnianym orzeczeniu Sąd Najwyższy sam przyznał, że Fed jest czymś innym i że powód odwołania członka Rady Gubernatorów jest konieczny, biorąc pod uwagę, jak zdołał on w sprawie Trump vs. Wilcox obejść dziewięćdziesięcioletni precedens, który zabraniał prezydentowi odwoływania bez powodu, ale łatwo mogę sobie wyobrazić, że również w sprawie Cook Trumpowi ulegnie.
Jeśli tak się stanie i Cook będzie musiała wykonać polecenie, zwolennicy Trumpa będą mieli większość w siedmioosobowej Radzie. Miejsce Adriany Kugler, która zrezygnowała (8 sierpnia), i (potencjalnie) Lisy Cook zajmie prawdopodobnie jakaś para z (jak ujęli to komentatorzy Financial Times) „tragikomicznie długiej listy przeciętnych kandydatów“. Ta dwójka wraz z Christopherem Wallerem i Michelle Bowman, którzy podczas ostatniego posiedzenia głosowali za obniżką stóp procentowych (po raz pierwszy od 1993 r. dwóch gubernatorów głosowało inaczej niż prezes Fed), utworzy czteroosobową większość w Radzie. Nie wystarczy to wprawdzie do obniżenia stóp procentowych do poziomu, o który apeluje Trump (w głosowaniu nad stopami procentowymi uczestniczą nie tylko członkowie Rady Gubernatorów, ale także pięciu z dwunastu prezesów regionalnych banków rezerwowych), ale do (oczywiście teoretycznego...) obniżenia wynagrodzeń ekonomistów przygotowujących prognozy i odmawiających postrzegania świata z perspektywy Trumpa już tak... Jeszcze ważniejsze niż to, że Fed zostanie osobowo wypatroszony od środka, jest to, że Rada Gubernatorów zatwierdza nominacje prezesów banków regionalnych, których kadencja kończy się w lutym 2026 r. Nietrudno więc wyobrazić sobie sytuację, w której jastrzębi prezes regionalnego Fed nie zostanie zatwierdzony przez „trumpowską” Radę Gubernatorów. Nie jest też trudno wyobrazić sobie, że zamiast ryzykować nieobsadzenie stanowiska, banki regionalne wyślą do zatwierdzenia do Nowego Jorku po raz drugi bardziej gołębiego kandydata.
I nawet jeśli Cook ostatecznie wygra, jej perypetie nie mogą nie mieć wpływu, choćby podświadomego, na resztę Rady i szefów regionalnych banków rezerwowych. Kto będzie chciał wejść w otwarty konflikt z coraz bardziej agresywnym rządem?
Skutki są oczywiste: polityka pieniężna w kolejnych latach będzie bardziej liberalna, niż powinna być i niż byłaby, gdyby nie została zawłaszczona przez kogoś, kto nie ma o niej zielonego pojęcia. Niestety nie można liczyć nawet na korekcyjny wpływ rynków obligacji: Fed pod kontrolą Trumpa zrobi wszystko, aby rynek obligacji nie ukarał administracji Trumpa wzrostem rentowności. Ponadto luzowanie ilościowe to tylko inne określenie na obniżkę stóp procentowych, której tak bardzo pragnie Trump.
Rzeczywistość ekonomiczna jednak ostatecznie zawsze przeważa. Pogłębiający się deficyt rządowy i szybko upadająca niezależność polityki pieniężnej na tle ogromnych deficytów rachunku bieżącego i finansów publicznych ostatecznie przyniosą tylko jedno: powrót wysokiej inflacji i znaczne osłabienie dolara.
Martin Lobotka
Główny strateg